MotywacjaW domu

Systematyczność w praktyce

Wrzesień 2018

Będę z Wami szczery: nie uczę się codziennie. Staram się być systematyczny, ale życie nie zawsze pozwala na codzienną naukę. 

A na pewno nie jestem w stanie codziennie powtarzać słówek. Ale nie dlatego, że mi się nie chce. Dla kogoś, kto prowadzi aktywne życie zawodowe wypełnione spotkaniami i podróżami, znalezienie chwili lub chociażby dodatkowych pokładów energii na naukę języków czasami bywa bardzo trudne.  Tak jest w moim przypadku. Wstajesz o 6.30, wychodzisz o 7:30 by do godziny 17:00-18:00 odbyć jak najwięcej produktywnych spotkań. Wiąże się to z ogromnym zaangażowaniem i potrzebą bycia skoncentrowanym na 110% przez kilka dobrych godzin. To nie wszystko. Jest jeszcze rodzina, zakupy i zajęcia sportowe. Znalezienie dodatkowych pokładów energii lub zmuszanie się do nauki NIE MA SENSU.

Dlatego NIE JEST TAK, że absolutnie każdego dnia uczę się słówek. Jestem człowiekiem, mężem, ojcem, ale też pracownikiem firmy, który na co dzień musi podejmować masę decyzji i zmagać się z licznymi problemami. Dlatego nie będę ściemniał, że moja chęć do nauki to niczym niezachwiana passa. W życiu każdego człowieka są dni, w których po prostu nie mamy czasu lub siły, by pójść do przodu.

Ale uwaga! Nie wierzę też w to, że czasu nie mamy non stop. A jestem tego żywym dowodem. Kiedy nie mam czasu na słówka, korzystam z innych metod. Szczególnie w podróży. Kiedy siedzę sam w aucie, mogę przecież skorzystać z kursów czy podcastów językowych dostępnych dla każdego bezpłatnie. To samo robię podczas innych czynności, które umożliwiają mi aktywne słuchanie. Czy nie jest to dobra okazja do kontaktu z językiem?

 

Ale co z tymi fiszkami?

Poniżej prezentuję Ci autentyczny rezultat moich zmagań językowych z września tego roku. Ważna informacja jest taka, że dokumentuje on TYLKO naukę słownictwa (poza jednym wyjątkiem). Nie mam w zwyczaju zapisywać innych aktywności. Natomiast ilość słówek tak. Kiedy podliczam miesiąc, cieszy mnie to, ile udało mi się zrobić. Każde nowe słówko i każda jego powtórka to krok do przodu. A czy to będzie 5 czy 500 – nie ma znaczenia. Ważne jest, że z miesiąca na miesiąc coraz więcej potrafię.

Jak widzisz – czwartki nie są u mnie mocne. Trudno powiedzieć dlaczego. Natomiast dość systematyczny jestem w weekendy, kiedy to po prostu jestem w domu. Mam więcej czasu dla siebie, nigdzie się nie spieszę i mogę poświęcić językom trochę więcej energii. Dzieje się to zarówno w sobotę, jak i niedzielę. Co ciekawe, proces ten przedłuża się u mnie nawet do wtorku. To sprawia, że nauka trwa przez 4 dni z rzędu, a potem przez dwa odpoczywam. Nie jest to jednak reguła. Wszystko kwestia bieżącego planu działania.

Jedno jest natomiast pewne. Taka ilość dni jest na tyle wystarczająca, by być na bieżąco z nowymi i starymi wyrażeniami. Jestem w stanie nauczyć się kilku wyrażeń, by potem przez kilka następnych dni móc je powtarzać i przesunąć do pamięci długotrwałej. Gdybym tego nie zrobił i odpuścił naukę na tydzień lub dłużej, pamiętałbym z tego zaledwie kilka procent. Nauka wlokłaby się niemiłosiernie i szybko straciłbym motywację. A tak – wszystko idzie szybko i gładko. No i łatwiej mi się powtarza, skoro tak dużo pamiętam z wczoraj, z przedwczoraj itd. Ma to sens? Oczywiście.

 

Im częściej powtarzasz, tym nauka idzie szybciej.

To oczywiste. Wynika to oczywiście z krzywej zapominania, która udowadnia, że częstotliwość powtarzania wpływa na zmniejszenie zapominania. Masz więc realny wpływ na to, ile z tej nauki faktycznie zostanie w Twojej głowie. Jeśli więc poświęcisz 5 minut na powtórkę 50 nowych słówek, kolejnego dnia ich powtórzenie zajmie Ci znacznie mniej czasu, bo znacznie więcej będziesz pamiętał. Kolejnego dnia być może już tylko 2-3 minuty co pozwoli na wygenerowanie większej ilości energii oraz na kolejne wyzwania.

Chcę Ci jednak powiedzieć, że to model idealny i w prawdziwym życiu do wykonania tylko przez osoby mocno zmotywowane do nauki i potrafiące doskonale planować swój czas. Takich osób jest stosunkowo niewiele, dlatego mówmy o realiach. Realia są takie, że czasem ten czas na powtórki znajdziemy, a czasem przez dwa kolejne dni jednak nie.

Dlatego nie przejmuj się niesystematycznością. Znajdź jednak odrobinę czasu każdego dnia i powtórz materiał z dnia poprzedniego i jeszcze wcześniejszego. Nawet 5 minut. To wystarczy. A jeśli zdarzy Ci się opuścić 1-2 dni – nic się nie dzieje. Ja też tak mam. Ważne, by stale iść do przodu, nawet małymi krokami.

 

W efekcie mój wrzesień wyglądał tak:

Prawie 300 nowych słówek (głównie wyrażeń) trafiło do mojej kolekcji fiszek.

Zaliczyłem ponad 1600 powtórzeń. Nie oznacza to, że tyle różnych słówek powtórzyłem. Nie. Niektóre stosy fiszek trafiały w moje ręce w ciągu miesiąca kilka razy, dzięki czemu wiele z nich będę pamiętać nawet po kilku tygodniach. Dzięki systematycznym działaniom powtórzenie np. 100 słówek zajmuje mi mniej niż 5 minut. To jak strzelanie z automatu. Jest słowo po polsku – natychmiast pamiętam to słowo w języku obcym. Ta wiedza staje się po kilku razach automatyczna, więc tempo powtarzania jest zabójcze. Zawsze się zdarzy kilka wyjątkowo opornych słówek – to norma. Natomiast 95% słówek po prostu się pamięta. I to jest całe piękno tej metody.

 

Piotr Kruk
Pogromca słówek i MacGyver języków obcych. Zapracowany dyrektor, mąż i ojciec 2 dzieci. Dodatkowo uprawiam sport i dużo podróżuję. Mimo to mówię płynnie w 6 językach, a kolejne 4 rozumiem całkiem nieźle. A wszystko to w tak zwanym międzyczasie.

Skomentuj: