MotywacjaW drodze

Wstyd przed mówieniem

Czego się możesz ode mnie nauczyć

Jakie to jest chore! Wielu ludzi, którzy się uczą języka obcego, chce go zacząć wykorzystywać dopiero, gdy się porządnie go nauczą. Uważają, że wcześniej będą zbyt słabi na rozmowę, zatną się przy pierwszym zdaniu i będzie im wstyd. Czyli rozumiem, że lepiej nie próbować, nie odzywać się, bo jeszcze przypadkiem popełnisz błąd? Co za bzdura!

Po pierwsze wyobraź sobie Niemca czy Amerykanina, który przyjeżdża do Polski na międzynarodową placówkę swojej firmy. By móc cokolwiek załatwić lub po prostu złapać kontakt z miejscowymi Polakami, próbuje nauczyć się podstaw naszego języka. Zaczyna do dzień dobry, potem idzie umiejętność przedstawienia się czy proste pytania lub prośby. Czyż nie brzmi uroczo łamana polszczyzna z amerykańskim czy niemieckim akcentem? Najlepsze jest to, że wszystkim się wtedy cieszy micha. Każdy chwali takiego Niemca czy Amerykanina za to, że potrafi cokolwiek mówić po polsku. Za to, że próbuje, mimo iż nasz język uznawany jest za jeden z najtrudniejszych języków świata. No właśnie. Mówi choć słabo, robi błędy, zacina się – a i tak wszystkim się to podoba. Nie daje Ci to teraz nic do myślenia? Dlaczego więc odbierasz sobie prawo do mówienia, choć słabo i robienia błędów? Nie wiem. Zupełnie Cię nie rozumiem.

Oto mój osobisty przykład z Turcji

 Raz do roku wyjeżdżam na krótkie wakacje do Turcji. Znam język angielski, znam niemiecki oraz rosyjski i mógłbym z każdego z nich skorzystać. I robię to. Tak naprawdę wystarczyłby mi tylko jeden z tych języków, by móc wszystko załatwić w hotelu czy zrobić zakupy na tureckim bazarze. Choć turecki jest w stosunku do języków europejskich nieco odmienny i jak dla mnie znacznie trudniejszy, postanowiłem 2 lata temu, że nauczę się chociażby podstaw tego języka. Stwierdziłem, że dobrze jest wiedzieć jak jest dzień dobry, do jutra, do widzenia, jestem z Polski. Potrafię zapytać również o toaletę, restaurację i poprosić o 2 piwa. Rozumiem też proste pytania i potrafię na nie odpowiedzieć. Tak na początek było to wystarczające. Tym bardziej, że na naukę poświęciłem tylko około miesiąca. Efekt? Uśmiech i zaskoczenie na twarzach Turków pracujących w hotelu i na bazarze. Zazwyczaj od razu padało pytanie:

Türkçe biliyor musun? czyli Mówisz po turecku?

Oczywiście nie mówię, ale mogłem przynajmniej odpowiedzieć, że tylko trochę znam turecki– çok az Türkçe biliyorum.

Wiedziałem, że daleko na tureckim nie zajadę, więc zapytałem:

İngilizce biliyor musun? – Czy mówisz po angielsku? Wtedy byłem „uratowany“. Przeszliśmy więc na angielski i rozmowa toczyła się dalej.

Powyższy przykład pokazuje, że aby zacząć mówić w języku obcym, wcale nie potrzebujesz perfekcyjnej znajomości języka obcego. Na początek wystarczą proste powitania. Naucz się jak jest dzień dobry, do widzenia, do zobaczenia, dobranoc. Potem próbuj o coś zapytać – o to: Gdzie znajduje się toaleta?, Gdzie jest restauracja?, Gdzie jest plac zabaw dla dzieci? Przy okazji dowiedz się jak jest w prawo, w lewo i prosto. Dobrze jest przygotować się na ewentualne problemy ze zrozumieniem, bo nigdy nie wiesz, czy załapiesz to, co ktoś do Ciebie mówi. Dowiedz się więc jak jest Nie rozumiem, Nie wiem, itd. Jeśli jesteś ambitny, przygotuj sobie więcej pytań i próśb: Poproszę 2 piwa, 1 piwo i 1 Mojito, Gdzie znajdę gorące mleko?, Poproszę o nowy ręcznik. Im więcej przygotujesz przed wyjazdem, tym więcej sytuacji do rozmowy sobie stworzysz. W efekcie lepiej się sprawdzisz i więcej obcych twarzy zadziwisz. I uwierz – wszyscy będą zaskoczeni i bardzo zadowoleni. I nikt nie zwróci uwagi na Twoje błędy.

Oto mój osobisty przykład z Chorwacji

Podobne sytuacje przeżywam non stop w Chorwacji. Jeżdżę tam zarówno turystycznie, jak i służbowo. W tym drugim przypadku oczywiście znacznie częściej, więc mam więcej kontaktu z j. chorwackim niż wtedy, gdy jestem na wakacjach. I wiesz co? Z tym też wiąże się ciekawe spostrzeżenie.

Języka chorwackiego nauczyłem się w ciągu jednej zimy 2014/2015. To były 4 miesiące fajnej i intensywnej, ale za to całkowicie domowej nauki. Wcześniej porozumiewałem się z Chorwatami po niemiecku lub angielsku. A ponieważ byłem w Chorwacji regularnie (nawet kilka razy w roku), a służbowo miałem do czynienia z Chorwatami każdego dnia, postanowiłem, że nauczę się chociażby podstaw. Sam język i kultura zawsze mi się z resztą podobały. Pierwszy raz byłem w Chorwacji już w 1998 roku, a w ostatnich latach nawet kilkanaście razy, więc okazji do nauki mówienia zawsze było aż nadto. Na początku postanowiłem, że nauczę się zupełnych podstaw. Następnie stwierdziłem, że postaram się w mailach chociażby przywitać się, tworząc jednak całą treść po niemiecku. Potem proste wiadomości pisałem już w całości po chorwacku. Oczywiście w ramach moich możliwości. W taki sposób, krok po kroku próbowałem coraz więcej. Dzisiaj mówię płynnie po chorwacku i za każdym razem, kiedy jestem przedstawiany przez jednych Chorwatów drugim – tamci pierwsi chwalą się, że „to Polak, ale świetnie mówi po chorwacku”. Duma wtedy rozpiera nie tylko mnie, ale również moich współpracowników. Na serio! Mam wtedy ogromną satysfakcję, że konsekwentnie, step by step, udało mi się dojść do pewnego rodzaju biegłości w porozumiewaniu się.

Nie myśl o błędach. Po prostu mów.

Jednak nie byłoby tego sukcesu bez mozolnych prób, bez pierwszych błędów, bez prostych próśb, pytań, mówienia dzień dobry i do widzenia. I wiesz co? Nadal robię mnóstwo błędów – wiem to doskonale. Ale kogo to obchodzi? Zarówno ja, jak i moi rozmówcy mamy ogromną radość z tego, że możemy sobie pogadać w ich języku. Oni się cieszą, że nie muszą się wytężać w niemieckim czy angielskim. Ja z kolei mam radochę, bo dałem radę. Nauczyłem się. Chociażby podstaw. Uczestniczę w rozmowach zwykłych ludzi, którzy doskonale rozumieją, że jestem Polakiem, że język chorwacki jest dla mnie językiem obcym i że mam prawo robić błędy. Któż z nas nie robi błędów we własnym, ojczystym języku, a co dopiero w obcym?!

Zresztą popatrz: Ja mieszkać w Legnica. Mam 35 lata.

Zrozumiałeś? No jasne, że tak. Czy błędy w tej wypowiedzi przeszkodziły Ci w zrozumieniu mnie? Nie! Więc w czym problem, że popełniłem kilka błędów? W niczym!

Dlatego nie rozumiem, kiedy ktoś boi się mówić, bo twierdzi, że go wyśmieją, że się ośmieszy, że będzie wstyd. Wstyd będzie, kiedy ktoś Cię zapyta, a Ty staniesz jak słup i zrobisz wiochę. To jest wstyd. Siarą jest nie próbować w ogóle. A to trwa u niektórych tygodniami, miesiącami, a czasem i latami.

Dlatego namawiam Cię – powolutku, krok po kroku – próbuj wprowadzać pojedyncze słowa. Dzisiaj stać Cię na jedno, za tydzień na 5, a po kilku miesiącach na 500 słów. Bez tego pierwszego, drugiego, piątego nigdy nie ruszysz. Więc za rok obudzisz się nadal w tym samym miejscu. To będzie wtedy porażka. A nie wtedy, gdy zrobisz błąd w mówieniu, na który oprócz Ciebie nikt nie zwróci uwagi.

Daj znać w komentarzach poniżej, jak Ty to widzisz i podziel się ze mną swoimi doświadczeniami. Wpisz swoje obawy lub opisz sytuacje, w których udało Ci się skorzystać z moich rad. To będzie ogromny krok naprzód.

Piotr Kruk
Pogromca słówek i MacGyver języków obcych. Zapracowany dyrektor, mąż i ojciec 2 dzieci. Dodatkowo uprawiam sport i dużo podróżuję. Mimo to mówię płynnie w 6 językach, a kolejne 4 rozumiem całkiem nieźle. A wszystko to w tak zwanym międzyczasie.

Skomentuj: