MotywacjaPoligloci

Nie chce Ci się? Oto 7 sposobów na pokonanie lenia

Motywacja do nauki języków obcych to jedno z największych wyzwań współczesnego człowieka. Zarówno tego, który na co dzień jest z gruntu leniwy, ale również, choć może się to wydawać zaskakujące, dla tych, którzy uczą się dość szybko. Ci drudzy wydają się być „poukładani”, ale prawda jest taka, że również i oni nie mają na tyle motywacji, by cisnąć non stop do przodu. Mam takie przekonanie, że każdy z nas ma swoje lepsze i gorsze momenty. Jednak Ci, którzy uczą się szybciej, po prostu bardziej skutecznie zamieniają te gorsze chwile na te lepsze. Tym samym łapią więcej momentów, w których po prostu im się chce.

Jak to zrobić? Oto kilka sposobów.

 

Muzyka

To mój najlepszy motywator i do tego jaki przyjemny! Jeśli naprawdę nie chce mi się dzisiaj uczyć, staram się trochę oszukać mój mózg. Włączam muzykę w języku, którego się uczę i po prostu otaczam się nią tak długo, jak to tylko możliwe. Laura Pausini, Andrea Bocelli, Eros Ramazotti. Aż zaczyna mi się chcieć uczyć włoskiego! To działa niespodziewanie skutecznie i choć sam nie biorę udziału w czynnej nauce, podświadomie chłonę język, a jego melodia sprawia, że chcę go więcej i więcej. To świetny motywator!

Praktyka: Po niemiecku spróbuj posłuchać Wincenta Weiss’a, a po włosku Laurę Pausini. Po angielsku czy hiszpańsku źródło jest niemal nieograniczone – Reik, Romeo Santos, Ricky Martin…jest tego mnóstwo. Wystarczy posłuchać i się wkręcić. Spróbuj na sobie!

 

Zamiana planów

Czasem z naszym planem jest tak:

„Jeszcze tylko chwilkę pooglądam, a potem zacznę się uczyć.”

Znasz to skądś? „15 minut na YouTubie albo 10 minut na fejsie, a potem zabieram się do nauki.” Prawda jest taka, że większość z nas nie dotrwa do tego drugiego momentu (nauka), albo będzie go tak długo przeciągać, że nic z tego nie będzie. Proponuję więc zamianę planów.

Powiedz sobie tak: „Najpierw pouczę się 15 minut, a potem sobie coś pooglądam.”

I wiesz co? Finał jest taki, że u większości osób te 15 minut przeciąga się do 20-30 minut, a czasem i dłużej. W rezultacie uczymy się lepiej i więcej. A co za tym idzie – mamy lepsze wyniki i większą satysfakcję z nauki. Potem można już tylko nagrodzić się upragnionym oglądaniem, o którym tak marzyłeś wcześniej.

 

 The winner is…

A propos nagradzania – warto wyrobić sobie pewien zwyczaj doceniania tego, co się zrobiło. Wyżej wspomniałem o możliwości wykonania czynności, na którą mamy ogromną ochotę. Natomiast można nagrodzić się inną drobnostką. Może to być dobra kawa, słodycze lub nawet zakupy. Te ostatnie widziałbym jednak dopiero wtedy, gdy przekroczymy jakąś dużą, istotną granicę – np. 1000 nauczonych słówek. Wracając jednak do samego pomysłu – pomyśl o małych nagrodach za naukę. Spraw, by każdy etap nauki kończył się czymś przyjemnym, co po pierwsze zmotywuje Cię do kolejnych kroków, a po drugie – zwiększy twoje zadowolenie z już wykonanego wysiłku. Dobra kawa na koniec lekcji – to jest to! Teraz twoim zadaniem będzie wypisać wszystkie swoje zachcianki i od tej chwili korzystać z nich do woli. Sprytny plan? Spokojnie – to dla wyższych celów.

 

Wszędzie te języki!

Niech języki obce pchają się same do twojego życia! Jest na to kilka sposobów:

  • Ustaw stronę główną przeglądarki na witrynę w języku, którego się uczysz. Większość z nas ma ustawione Google lub po prostu któryś z polskich portali informacyjnych. A co, gdyby to była podobna strona, ale w innym języku? Praktyka: Otwierając przeglądarkę wyskakiwałaby np. (po włosku) corriere.it lub (po niemiecku) dw.com albo po angielsku news.sky.com. Tutaj tematyka i zakres są dowolne. To od Ciebie zależy o czym chcesz czytać – sport, kultura, nowinki tech, ogrodnictwo – it’s up to you!
  • Obserwuj na Twitterze lub Facebooku jak najwięcej stron w języku, którego się uczysz. Niech się pchają na twój ekran i poniekąd zmuszają cię do czytania postów w obcym języku. Mój Twitter wpycha mi codziennie wiadomości z całego świata – po chorwacku, serbsku, angielsku, niemiecku, włosku i rosyjsku. Chcąc nie chcąc czytam nagłówki tych postów i tym samym mam kontakt z danym językiem praktycznie codziennie. Spróbuj – podobnie jak powyżej – o treści i ilości decydujesz Ty.

 

 Prowadź kalendarz nauki

To autentyczna zagrywka, którą stosuję sam na sobie. W moim kalendarzu zapisuję każdy krok w stronę nauki języków obcych. Niech to będzie kolejnych 10 nowych słówek. Niech to będą dwie przesłuchane w samochodzie lekcje. Niech to będzie kolejny napisany na italki.com tekst lub po prostu przeczytany w internecie artykuł. Każda, absolutnie każda z tych czynności powinna trafić do Twojego kalendarza. Najlepiej tego wiszącego na ścianie. To twoje trofeum, które będzie cieszyć oko każdego dnia.

Jak to działa? U mnie wygląda to tak: jeśli miałem pracowity tydzień i niewiele zrobiłem pod kątem nauki języków obcych, mój kalendarz robi się pusty. I po jakimś czasie zaczynam się wkurzać na siebie i biorę się do roboty. Tak było przykładowo w listopadzie, kiedy po 25 dniach zorientowałem się, że w tym miesiącu mam za sobą zaledwie 3 dni z nauką. Uwierz – w ostatnich 5 dniach zrobiłem więcej niż przez cały poprzedni miesiąc. Widząc swoje marne efekty i zbliżający się wielkimi krokami koniec miesiąca po prostu stwierdziłem, że tak nie może być. I wziąłem się ostro do roboty. Kalendarz uzmysłowił mi po prostu, ile w rzeczywistości się uczę i zmotywował mnie do działania. Może więc i Ty zapiszesz dzisiaj pierwszy punkt i odhaczysz jeden dzień w kalendarzu?

 

 

Małe kroki

Pomyśl tak: tylko 10 nowych słówek i kończymy! Skusiłbyś się na taki plan nauki? Ja tak. 10 x 30 dni w miesiącu = 300 nowych słówek. Całkiem nieźle, co? Chodzi po prostu o to, by mieć mały plan i ten plan zrealizować. To musi być coś na tyle małego, coś co nie zmusi Cię do szukania wymówek. 10 słówek, 2 minuty i robota skończona. Jeśli uda Ci się wypełnić dzień takimi małymi krokami – zawsze będziesz do przodu. A po miesiącu nawet bardzo do przodu. Spróbuj!

 

 Czytaj o poliglotach

Nie wiem jak Ciebie, ale mnie niezwykle nakręcają historie ludzi, którzy władają wieloma językami. Mogłoby się wydawać, że dla mnie, mówiącego wieloma językami, nie robi to żadnego wrażenia. Ale to nie prawda. Czytając o ludziach, którzy porozumiewają się w wielu językach wkręcam się w ich historie i pragnę być po prostu jak oni. Doszukuję się ich metod i sposobów nauki. Spróbuj i Ty znaleźć coś np. o Matthew i Michaelu – rudobrodych braciach, którzy z nauki języków obcych uczynili hobby (przykład tu: https://www.youtube.com/watch?v=VMqEgX6BE8w). Szukaj w internecie również innych znanych poliglotów takich jak Luca Lampariello, Richard Simcott czy Tolkien. Ich historie oraz porady dotyczące języków niesamowicie zachęcają do nauki i sprawiają, że chcę być taki jak oni. Czytanie lub oglądanie filmów o poliglotach to świetna motywacja, by iść w dobrą stronę.

 

Mam nadzieję, że któryś z tych sposobów stanie się dla Ciebie codziennością. Nawet jeśli znajdziesz choć jedną metodę za skuteczną, będziesz w stanie szybciej pokonać własne lenistwo. Każdy z nas ma ten sam problem. Tylko, że jednym udaje się to lepiej, drugim gorzej. Wygranym jest każdy.  

Piotr Kruk
Pogromca słówek i MacGyver języków obcych. Zapracowany dyrektor, mąż i ojciec 2 dzieci. Dodatkowo uprawiam sport i dużo podróżuję. Mimo to mówię płynnie w 6 językach, a kolejne 4 rozumiem całkiem nieźle. A wszystko to w tak zwanym międzyczasie.

Skomentuj: