Motywacja

Mówisz czy nie mówisz w języku obcym?

Wielu ludzi pozostaje pod ogromną presją, ponieważ sądzą, że

„mówić w obcym języku oznacza znać go tak dobrze jak native speaker”.

Płynność w mówieniu teoretycznie oznacza bycie perfekcyjnym gramatycznie, leksykalnie oraz przede wszystkim fonetycznie. W takim przypadku prawdopodobnie nigdy nie będziesz mówić płynnie. Co najciekawsze, nawet native speaker będzie mieć problemy z osiągnięciem płynności. No bo zwróć uwagę, nawet my Polacy mamy problem z poprawnością językową. Robimy na co dzień masę błędów, a i często nie jesteśmy do końca pewni czy pewne kwestie są poprawne. Stąd popularność takich znawców polszczyzny jak prof. Miodek czy Bralczyk. To świadczy o tym, że do płynności językowej jest nam daleko. Mitem jest więc płynność językowa w ogóle. Dlatego musimy sobie wyjaśnić, do czego dążymy i czy nasz cel jest w ogóle osiągalny. To temat na dziś.

Mam do czynienia z językami obcymi każdego dnia i mam na ten temat wyrobione zdanie. Co chwilę ktoś się mnie pyta, iloma językami władam i mówiąc szczerze – mam zawsze zagwozdkę, co odpowiedzieć. Jest ich 6, 8, a może 10? Bo co to oznacza, że MÓWIĘ w danym języku? To, że dukam i że potrafię zamówić sobie drinka w barze? Czy jednak coś, co pozwala włączyć mi się w dyskusję na większość tematów siedząc w gronie obcokrajowców?

Każdy z języków, w których mówię, znam na innym poziomie. To normalne. Lecz co najgorsze – zmienia się to non stop i zawsze któryś „idzie w dół”, a inny z kolei staje się wiodącym. Wszystko zależy od sytuacji, momentu w roku, okazji do rozmawiania itd. Języki się przypomina, a potem znów zapomina. Taka jest prawda. Jeśli ty znasz np. język angielski i przez większość roku nie masz okazji do używania go – naturalną koleją rzeczy jest to, że zapominasz. Przychodzi jednak wiosna i miesiąc przed wakacjami zaczynasz odświeżać dany język, więc po kilku tygodniach staje się on znów lepszy. Jak więc określisz swoją płynność w mówieniu? W którym momencie ten język staje się płynny? Jesteś w stanie to w ogóle określić?

Dla mnie to po prostu możliwość rozmawiania. Jakkolwiek dobrze (lub gorzej) byś nie rozmawiał, jeśli tylko potrafisz wejść w rozmowę, zapytać o większość spraw, odpowiedzieć niemal na każde pytanie – nawet prostym słownictwem – to dla mnie jest mówienie. Nie jest to poziom profesorski, ani poziom tłumacza przysięgłego – wiadomo. Ale czy w rzeczywistości do tego dążymy? Czy musimy mówić mega płynnie, z bogatym słownictwem i bez zacięcia na ustach? NO NIE! W językach obcych chodzi o komunikację. O to, by móc podróżować i czuć się swobodnie. By móc w chorwackiej knajpce zamówić coś bez żadnego skrępowania lub zarezerwować hotel na angielskojęzycznej stronie. O to, by w pracy stać się kimś, kto potrafi załatwić sprawę u zagranicznego kontrahenta i będzie tym samym niezastąpiony w swojej roli. Znajomość języka obcego nie oznacza więc jego perfekcyjnej znajomości, dlatego nie przejmuj się, że przed Tobą jeszcze długa droga. Prawdopodobnie nigdy nie osiągniesz perfekcji, ale jak dla mnie – wystarczy, że poradzisz sobie w codziennych sprawach. Będziesz wtedy dumny siebie. I tego Ci właśnie życzę.

Na koniec fragmenty wystąpienia Mateusza Grzesiaka w Ekwadorze, które udowadnia, że do mówienia w języku obcym nie potrzeba perfekcji. Każdy z nas potrafi osiągnąć poziom, który pozwoli nam na swobodne mówienie – wystarczy tylko właściwie do tego podejść.

Piotr Kruk
Pogromca słówek i MacGyver języków obcych. Zapracowany dyrektor, mąż i ojciec 2 dzieci. Dodatkowo uprawiam sport i dużo podróżuję. Mimo to mówię płynnie w 6 językach, a kolejne 4 rozumiem całkiem nieźle. A wszystko to w tak zwanym międzyczasie.

Skomentuj: