MateriałyMotywacja

3 kroki do pokonania lenistwa

KROK 1

O tym, jak social media odbierają nam czas i zaangażowanie w nauce języków obcych oraz jak je wykorzystać do zwiększenia kontaktu z językiem obcym

Każdy Polak spędza w sieci około 2 godzin dziennie. Każdego dnia sięgamy po telefon i grzebiemy. Najpierw Facebook, potem Instagram, potem Twitter. Mijają minuty, a u niektórych nawet godziny. Nie wiem jak was, ale mnie dopadają potem pewnego rodzaju wyrzuty. Że znowu zmarnowałem czas skrolując stronę po stronie. Że zamiast zająć się czymś produktywnym, znów czytałem o mało potrzebnych rzeczach, celebrytach i sprawach, które absolutnie nic nie wnoszą do mojego życia. Czy wy też tak macie?
Dlatego pewnego dnia postanowiłem, że mojego wroga przemienię w prawdziwego przyjaciela. W coś, co sprawia, że jestem lepszy, a czas spędzony w sieci potraktuję jak zwycięstwo. Musiałem mieć pewność, że nałóg zaglądania na portale społecznościowe choć trochę zamienię w produktywne chwile.

Nie da się tego oczywiście zrobić z dnia na dzień. To powolny proces przeskakiwania do nowego świata. Na początku dużo starego i drobna cząstka nowego. Potem nieco więcej pożytecznych treści, a mniej starych bezproduktywnych śmieci. Choć nigdy nie paliłem papierosów, mam wrażenie, że z tym przeskakiwaniem na lepsze treści jest jak z rzucaniem palenia. Tylko nielicznym udaje się skończyć z nałogiem z dnia na dzień. Mam jednak wrażenie, że większość planujących rzucić palenie, próbuje je stopniowo ograniczać. Dziś 20, za tydzień już tylko 15 dziennie.

Myślę, że podobnie powinno się zmieniać nasze nastawienie do social mediów. Nie namawiam was w żadnym wypadku do ograniczenia czasu korzystania z sieci. Choć niewątpliwie wielu by się to przydało, a każdy byłby zdrowszy. Dzisiejszy cyfrowy świat jednak ma na nas na tyle ogromny wpływ, że chcemy być na bieżąco ze wszystkim. Z urodzinami znajomych, plotkami, polityką i innymi mniej ważnymi tematami.
Ale jeśli już chcemy uczyć się języków obcych, warto wykorzystać social media na naszą korzyść i stworzyć z nich doskonałe źródło do nauki języka angielskiego, hiszpańskiego czy rosyjskiego. Jak tego dokonać?

Podam parę przykładów:
1. Jeśli interesujesz się sportem i obserwujesz portale o tematyce fitnessu, odchudzania, dbania o własne zdrowie i samopoczucie – spróbuj poszukać tego samego portalu w wersji zagranicznej. Przykładem jest Women’s Health, który występuje w kilkunastu wersjach językowych. Jego męska wersja to aż 42 edycje światowe, więc jestem pewny, że wśród nich znajduje się ta, która odpowiada waszemu językowi.

2. Jeśli interesujesz się polityką, pole do popisu jest ogromne. Każdy kraj na świecie wypuszcza dla swoich obywateli własne serwisy informujące o bieżących sprawach. We Włoszech może być to LaRepubblica.it czy Corriere.it, które dostępne jest nie tylko po włosku, ale również w języku angielskim. DW.com to niemiecki portal publikujący w kilkunastu językach, głównie europejskich. Możesz tam znaleźć treści w takich rzadkich językach jak serbski czy chorwacki. Wielokrotnie z nich korzystałem.

 

Przykładów jest masa, a typów zainteresowań tysiące. To od was zależy, co wybierzecie i czym się interesujecie.
Ale najważniejsze jest to, by wprowadzić to w życie. Dlatego waszym zadaniem jest odpalić teraz social media – obojętnie czy jest to Facebook czy Twitter – oraz poszukać tych portali. Na pewno prowadzą swoje wersje międzynarodowe i na bieżąco publikują swoje treści w wielu językach. Wasza rola ogranicza się do tego, by polubić / zacząć obserwować dane treści i otrzymywać codziennie posty w danym języku.

Oczywiście byłoby świetnie, gdybyście po zobaczeniu danego posta odpalili jego link i weszli wprost do artykułu. Ale na tą chwilę, na tym etapie byłoby to z mojej strony zbyt wymagające. Pozostańmy na tym, że od dzisiaj zaczynacie obserwować kilka portali oraz kont i pozwalacie językom obcym wejść do waszych telefonów.
W ten sposób social media, zamiast marnować wasz czas, działają na waszą korzyść. Wy skrolujecie i w żadnym przypadku nie macie sobie nic do zarzucenia. Bo przecież uczycie się języka!

 

 

Krok 2

Wystarczy kilka piosenek, by zachcieć

To chyba najprzyjemniejsza metoda nauki języków. Każdy ma inny gust muzyczny, ale chyba nie ma takiego, który nie lubi słuchać muzyki. Jedni bardziej ambitnej, drudzy codziennej. Nie ma to żadnego znaczenia. To przecież od was zależy, co słuchacie i co lubicie – bo nauka języków obcych musi kojarzyć się z przyjemnością. I właśnie w tym kierunku powinniśmy podążać. Najlepiej zrobić to odpalając muzykę w języku, którego się uczycie.

 

I teraz są dwa etapy tej metody:

1. Etap, gdy nie chce nam się uczyć języka:

Po prostu odpalcie muzykę dedykowaną danemu językowi. Jeśli uczysz się hiszpańskiego – wybór jest niemal gigantyczny. Utwory latynoskich gwiazd takich jak choćby Maluma mają setki milionów wyświetleń. Starsze pokolenia również znajdą coś dla siebie. Po prostu puszczacie i słuchacie. Na treningu ze słuchawkami, w samochodzie lub po prostu w domu. Nie ma to znaczenia. Wasze zadanie to słuchać i zarazić się klimatem danej muzyki. Ma was otaczać cały dzień i sprawić, że pokochacie dany język dzięki usłyszanym melodiom. Internet jest dostępny dzisiaj w każdym smartfonie, niemal każdy ma dostęp do YouTube’a czy Spotify chociażby z poziomu komputera. Słuchajcie muzyki od samego rana, myjąc zęby czy robiąc śniadanie. Kontynuujcie w drodze do pracy, a zobaczycie, że chęć na naukę tego konkretnego języka wróci ze zdwojoną mocą.

 

1. Etap, gdy już zachciało się Wam uczyć:

Czyli jednak? Mówiłem.
Na tym etapie wchodzimy już w konkrety. Uwielbiam wiedzieć o czym śpiewa dany wykonawca. Choć często powoduje to lekki zawód. Wszyscy wiemy jak płytkie potrafią być światowe hity, których słuchamy od lat. Dopiero kiedy zaczynamy rozumieć dany język okazuje się, że piosenka jest właściwie o niczym. Moim zdaniem to nie ważne. Ważne, że mamy kontakt z danym językiem i zaczynamy rozumieć coraz więcej.
Moją ulubioną metodą jest drukowanie tekstu z tekstowo.pl i próba porównywania tekstów. Wybieram utwór w języku, którego się uczę, drukuję jego tekst i zaczynam analizować. Porównywać obie wersje językowe. Co prawda rzadko zdarzają się ambitne teksty, ale niewątpliwie zawsze uda się z każdego wyciągnąć choć jeden pożyteczny zwrot. Tym bardziej, że większość utworów zawiera słownictwo potoczne używane przez miliony użytkowników danego języka. To sprawia, że uczycie się żywego języka i to z pieśnią na ustach. Łatwiej uczyć się, kiedy piosenka wchodzi nam do głowy i śpiewacie ją cicho (lub głośno) pod prysznicem, a potem męczy wasze umysły przez cały dzień. Znacie to potworne uczucie, kiedy jakaś piosenka wpadnie wam do ucha i nie możecie się jej pozbyć przez wiele godzin? No właśnie. Ale ja widzę w tym pozytyw. Jeśli utwór, który męczy waszą głowę jest w języku docelowym, a wy wiele razy w trakcie dnia go odśpiewacie – możecie być pewni, że kilka zwrotów zostanie wam na zawsze. Bez żadnego wysiłku i w 100% przyjemnie.

 

Krok 3

O tym, jak wykorzystać pasję do oglądania seriali i filmów by jeszcze chętniej uczyć się języka obcego.

Ostatnio głośno jest o Grze o Tron. Właśnie pokazano odcinek finałowy, a fani GoT z zaskoczeniem odkrywają, że na świecie są dziwacy, którzy jednak nie oglądali tego serialu. Wśród nich i ja. Ale nie o tym.

Nowoczesna technologia sprawia, że nauka języków obcych staje w parze z naszymi ulubionymi rozrywkami. Zwróćcie uwagę, że w latach 90-tych masa kobiet kochała się w uwodzicielach z meksykańskich telenowel. Oglądanie tych tasiemców było tak wciągające, że większość z pań potrafiło dosłownie połykać odcinek za odcinkiem. Minusem był polski lektor, który zagłuszał nieco głos głównych bohaterów, ale wierzę, że wiele z naszych mam, sióstr czy babć osłuchała się z językiem hiszpańskim.

Dzisiaj jest zupełnie inaczej, a dostęp do oryginalnych treści i opcji językowych jest nieporównywalnie lepszy. Niepodzielnym władcą jest Netflix, który pozwala na oglądanie filmów czy seriali w wielu językach świata. Możecie ustawić obcego lektora i dla ułatwienia dodatkowe napisy pod filmem. Możecie podobnie jak ja – wybrać polskiego lektora oraz oryginalne napisy. Słyszę więc, co mówi bohater i widzę ta samą treść np. po hiszpańsku czy angielsku. Porównuję i staram się powtórzyć by jak najlepiej odwzorować wymowę. Pauza i start, pauza i start. Najciekawsze zwroty, oczywiście te, które uznam za mega potrzebne, zapisuję na fiszkach.

W ten sposób zaliczam kilka spraw jednocześnie:
1. Miło spędzam czas oglądając to, co mnie bardzo interesuje. Film o winach, serial z Michaelem Douglasem czy dokument o Baraku Obamie. Każdy wybiera to, co mu odpowiada. Proste.
2. Osłuchuję się z językiem słysząc jego oryginalne brzmienie.
3. Powtarzam zdania po aktorach trenując właściwą intonację.
4. Czytam teksty w języku obcym i przyzwyczajam się do setek wyrazów.
5. Wybieram pożyteczne wyrażenia. Są one przecież składową częścią żywego języka.

Czyż to nie wspaniała metoda nauki? Oprócz Netflixa podobne możliwości oferują zapewne telewizje kablowe (Vectra na niektórych kanałach na pewno) lub HBO GO. Spróbujcie poszukać seriali na YouTube wpisując konkretny tytuł oraz słowo „lyrics”. Jestem pewny, że znajdzie się coś, co przyciągnie waszą uwagę, a czytanie napisów pod filmem w języku obcym sprawi, że wieczór minie nie tylko przyjemnie, ale i z pożytkiem.

 

Kolejność wykorzystania powyższych źródeł zależy od was. Możecie skorzystać ze wszystkich w ciągu tego samego dnia i robić to naprzemiennie. Słuchać muzyki można wszędzie – nawet w pracy (kierowca ciężarówki czy autobusu, pracownik biurowy, ochroniarz, magazynier, dyspozytor). Wybieracie muzykę i słuchacie. A będąc w domu postarajcie się przetłumaczyć chociaż jeden tekst w tygodniu. Jadąc do pracy, robiąc porządki w domu czy będąc na spacerze – wszędzie macie okazję do słuchania muzyki i zarażania się jej rytmem oraz brzmieniem języka.
Wieczorne oglądanie telewizji zamieńcie na coś, co sprawi, że oglądniecie ulubiony serial i spędzicie kilkanaście minut z waszym językiem obcym.
Social media zamieńcie na źródło języków obcych. Starajcie się obserwować jak najwięcej kanałów, które i tak obserwujecie po polsku i zacznijcie czytać chociażby ich tytuły w języku, którego się uczycie. Jakby od niechcenia zaczniecie widzieć język obcy i przyzwyczajać się do niego. Tym bardziej, że chodzi o tematy, które sami uznajecie za interesujące. Czyż nie jest to piękne?

To jak? Zachęciłem?

Piotr Kruk
Pogromca słówek i MacGyver języków obcych. Zapracowany dyrektor, mąż i ojciec 2 dzieci. Dodatkowo uprawiam sport i dużo podróżuję. Mimo to mówię płynnie w 6 językach, a kolejne 4 rozumiem całkiem nieźle. A wszystko to w tak zwanym międzyczasie.

Skomentuj: