MotywacjaW domuW drodzeW internecie

Marnujesz czas na Twitterze i Facebooku? No i co z tego!

Powiedz, że tak nie jest: Siedzisz w tramwaju, autobusie, czekasz na kogoś. Obojętnie. Masz chwilę, więc dla zabicia czasu chwytasz po komórę. A tam tyle do ogarnięcia. Twitter z najnowszymi wieściami ze świata oraz Facebook, gdzie kolejna koleżanka wysyła tryliardowe zdjęcie dzieciaka, a kolega chwali się imprezą, która nikogo nie obchodzi. Mimo wszystko lecisz z góry na dół. Przesuwasz post po poście, zaglądasz na zdjęcia i komentujesz. Na szczęście Twitter daje trochę więcej wątpliwego pożytku, bo przynajmniej dowiesz się o kolejnym absurdalnym poście Trumpa.

 
I oto nadciąga zbawienie

Możliwość wykorzystania obu platform w pożyteczny sposób do nauki języków obcych. Dzięki temu czytasz i się uczysz. Łykasz treści jak młody pelikan i jesteś na bieżąco ze sprawami tego świata czytając wszystko w języku obcym.

Nie. To nie jest scenariusz najnowszego filmu science fiction. To moja rzeczywistość, do której zachęcam dzisiaj Ciebie. Nie wiesz jak to możliwe? Pozwól, że pokażę Ci, jak wykorzystać Twittera i Facebooka do nauki języków obcych.
 

Odpal Twittera i Facebooka. Bez skrępowania.

To kolejna metoda, która nie aspiruje do tradycyjnych form nauki. Nazywam to uczeniem się języków poprzez marnowanie czasu. Ten czas jednak wykorzystujesz właściwie, ponieważ przyswajasz treści w języku, którego się uczysz. W praktyce robisz to cały czas, gdy chcesz pogrzebać w necie. Odpalasz Twittera lub Facebooka i widzisz artykuły w języku angielskim, niemieckim, włoskim, hiszpańskim…w zasadzie nie ma ograniczeń. Ani w ilości postów, ani w ilości języków, ani w treści. Wybierasz to, co lubisz. Proste, co nie?
 

Pokażę Ci jak to działa na przykładzie Twittera

Przede wszystkim pomyśl o treści, która Cię interesuje. Rowery górskie, ciuchy, kosmetyki, luksusowe podróże, wino, zdrowe odżywanie, sport. Nie ma znaczenia, czym się interesujesz. Liczy się to, że od teraz przeczytasz w języku obcym treści, które lubisz i których i tak szukasz w sieci.

 
Jak zacząć?

Jeśli już masz konto na Facebooku lub Twitterze, wystarczy że polubisz czyli zaczniesz obserwować konta i osoby, które publikują posty w języku, którego się uczysz. Najłatwiej jest oczywiście z angielskim, ale w zasadzie każdy język jest możliwy. Na początku proponuję zacząć od tematów związanych ze sportem, odżywaniem i związkami. Zerknij poniżej.

Przykład dla panów:
 
 

…i dla pań:

Tematy są w nich dość powszechne, a język prosty. I co dla mnie jest najważniejsze – poznaję słownictwo, które wykorzystuję na co dzień. Nie ma tam raczej sformułowań technicznych czy specjalistycznych. Jest za to opis czynności, produktów spożywczych, spraw związanych z zachowaniem ludzi. Doceniam prosty język oraz to, że czytam to, co naprawdę mnie interesuje. Dokładnie to, co czytałbym również po polsku, w moim ojczystym języku. Dzięki artykułom w języku obcym, przeskakuję nieświadomie na czytanie po angielsku, niemiecku, serbsku… i tym samym połykam teksty w języku, którego się uczę. Nie maltretuję się sztucznymi dialogami, trudnymi treściami, z których niewiele rozumiem czy nudnymi postami, które w ogóle mnie nie interesują. Czytam po prostu to co chcę i lubię.

 
Narażaj się!

Jeśli znasz więcej języków, jest to doskonała metoda do utrwalania wszystkich jednocześnie. Przeglądając Twittera czy Facebooka i obserwując odpowiednie konta, „narażasz” się z automatu na czytanie w języku obcym. Czytasz zapewne posty po polsku, a za nimi jeden po angielsku, kolejny znów po polsku, a następny po hiszpańsku czy niemiecku. Lecisz z góry na dół i czytasz. Dzięki temu w jednym momencie masz kontakt z wieloma językami na raz i w zasadzie staje się to całkiem normalne. Przyzwyczajasz się do tego, że przed oczami migają Ci teksty w różnych językach i po jakimś czasie przestaniesz zwracać uwagę na to, że czytasz coś w języku obcym. Będzie to bardzo naturalne, a języki obce staną się chlebem powszednim.
 

To Ty decydujesz co i ile

Fajne jest to, że przeglądając Twittera czy Facebooka możesz decydować:

  • o ilości artykułów w języku, którego się uczysz – w zależności od tego ile kont polubisz, tak często będziesz otrzymywał „obce” artykuły na Twoim timeline
  • o ilości treści, które przeczytasz. Możesz przecież czytać jedynie nagłówki lub tylko zdanie wprowadzające. Jeśli coś Cię wyjątkowo zainteresowało, możesz przejść do artykułu i go przeczytać w całości, wydrukować, wybrać słówka i wyrażenia, które Ci się przydadzą. Jest mnóstwo możliwości.
  • o językach, które Cię interesują.

 
Popatrz, jak to wygląda u mnie

Czytam na temat win – tu po serbsku i niemiecku:

Telewizja i wiadomości ze świata po włosku i rosyjsku:

Inne tematy, które mnie interesują – tutaj akurat po angielsku:

 
Jeśli uczysz się rzadkich języków lub każdego dowolnego – wszystkie znajdziesz na Twitterze. Jednak największy wybór ma Deutsche Welle. Dostępnych jest niemal 30 różnych języków. Oto przykłady kilku kont na Twitterze, które obserwuję:

Po rosyjsku i serbsku:

  

Po macedońsku i niemiecku:

Wybór jest gigantyczny i jestem pewien, że znajdziesz tam coś dla siebie.

 

Idea pozytywnego marnowania czasu

Pomysł ten polega na tym, by w chwili, gdy teoretycznie marnujesz swój czas – w drodze do pracy, do szkoły, czekając w kolejce do lekarza….gdziekolwiek, gdzie łapiesz za telefon i skrolujesz ekran – czytać w języku obcym. Nie ważne ile. Ważne, by czytać i mieć kontakt z językiem. Idealnie, gdy już coś kumasz i w miarę rozumiesz proste teksty. Możesz wtedy nawet przez 10 sekund przeczytać jedno zdanie na temat, który Cię interesuje i przejść dalej. Jeśli już coś Ci się spodoba, z przyjemnością otworzysz artykuł i go po prostu dokończysz czytać w całości. Nic Cię to nie kosztuje i tylko Ty decydujesz, czy to zrobisz czy po prostu ominiesz. Nic na siłę.

 
Pisz po polsku i zabaw się w tłumacza!

Na koniec pokażę Ci, jak wykorzystuję jeszcze Twittera do nauki języków obcych. Jeśli mam okazję (a o to nie jest trudno), wymyślam krótkie hasło związane z aktualnym wydarzeniem i staram się napisać coś w kilku językach.

Tak to wygląda w 2 językach obcych:

 
a tak to wyglądało 1 listopada w 6 różnych językach:

 
Znalazłem ciekawe zdjęcie, którym chciałem się podzielić, napisałem coś po polsku, a potem w kilku innych językach. Jak dla mnie to świetna zabawa i dobra okazja do sprawdzenia się.

 
Ty możesz zacząć od języka polskiego + drugiego obcego. Napisz więc po polsku posta o tym, co Cię właśnie zainteresowało, a poniżej przetłumacz na drugi język tą samą treść. Nie martw się, że zrobisz błąd. Olać to. Każdy robi błędy i nawet, jeśli źle odmienisz czasownik lub podasz niewłaściwy rodzajnik – nic się nie stanie. Gwarantuję Ci, że nikt, absolutnie nikt nawet nie zwróci na to uwagi. Bo liczy się to, że piszesz. Jesteś w tym momencie lepszy, niż ten, kto twierdzi, że zna języki obce, a nie próbuje pisać, bo się wstydzi lub boi błędów. Ja też je robię. I co z tego? Tego typu posty piszę tylko dla siebie.

 
Dają mi okazję…

  • do sprawdzenia siebie,
  • do rozpoczęcia dyskusji w języku, którego się uczę,
  • do nauczenia się słówek na specjalne okazje,
  • do poznania wyrażeń lub utrwalenia tych, które już znam.

 
Proste, nie?
 
Dlatego gorąco namawiam Cię nie tylko do czytania w języku obcym, ale również do publikowania postów. Używaj do tego Twittera i Facebooka. Korzystaj pełnymi garściami i przemień obie platformy w poręczne źródło nauki języków obcych. Będziesz miał prawo do pozytywnego marnowania czasu w mediach społecznościowych i osobistą wymówkę, by ponownie uruchomić obie aplikacje. No bo przecież się wtedy uczysz, czyż nie?

 
Daj przy okazji w komentarzach poniżej znać, jakie konta obserwujesz i w jakich językach czytasz? Być może dasz inspirację mi i innym czytelnikom. Podziel się pomysłami, tak jak ja dzisiaj z Tobą swoimi.

 

 

Piotr Kruk
Pogromca słówek i MacGyver języków obcych. Zapracowany dyrektor, mąż i ojciec 2 dzieci. Dodatkowo uprawiam sport i dużo podróżuję. Mimo to mówię płynnie w 6 językach, a kolejne 4 rozumiem całkiem nieźle. A wszystko to w tak zwanym międzyczasie.

Skomentuj: